Praca na Śląsku.
Swoją karierę zawodową rozpoczynałem w agencji wydawniczej. Pracowałem jako przedstawiciel handlowy na Śląsku. Ta praca była dla mnie niesamowitą szkolą życia. Po pierwsze pierwszy raz byłem poza domem, w hotelu. Chodziłem po obcym mieście, pierwszy raz sprzedawałem cokolwiek. Pierwszego klienta zapamiętam do końca życia. Tak się denerwowałem, że specjalnie nie wiedziałem, co mówię. Oczywiście nic nie sprzedałem. Potem było tylko lepiej. Sprzedaż była, wyniki były. Podobało mi się to wszystko. Potem firma skierowała mnie do Torunia. Tu było jeszcze lepiej. Cudowne miast pełne cudownych ludzi. Sprzedaż dużo większa niż na Śląsku, a poza tym dużo możliwości spędzana wolnego czasu. Chodziliśmy po barach, spacerowaliśmy po starówce i oczywiście po terenach nad Wisłą. Musze powiedzieć, ze nauczyłem się dzięki tej pracy wiele i te umiejętności zaprocentowały mi w życiu zawodowym.
Czasami oferta pracy, która już na odległość wygląda na dziwna może przynieść sporo korzyści. Pamiętam, że właśnie na taką ofertę odpowiedziałem. Firma poszukiwała osób do przeprowadzania ankiet. Ale najlepsze było to, że te ankiety były bardzo naiwne. Cztery pytania i nic poza tym, a na koniec wynagrodzenie. Zdecydowałem się na to, bo coś mi podpowiadało, że to jednak nie jest kant. Dostałem zestaw ankiet, przeprowadziłem ich chyba z pięćset i po miesiącu poszedłem na rozliczenie. Rozliczenie odbywało się w wynajętej sali, siedziało tam chyba z dwieście osób. Każdy miał ankiety, podchodził i się rozliczał. Ja również. Zastanowiło mnie jedno. Wszystkie ankiety trafiały od razu do wielkiego worka na śmieci. Pieniądze oczywiście dostałem. Poć i komu były takie ankiety tego nie wiem. W każdym razie najważniejsze jest to, że dobrze płacili.
W czasie studiów próbowałem sobie dorobić troche grosza. Działałem tu i tam, między innymi byłem ankieterem w trzech firmach. Nie ukrywam, że pieniądze z tego były spore, choć praca bardzo niewdzięczna. Chodzenie po domach i namawianie na wypełnienie ankiety, która ma pięćdziesiąt stron to ciężkie zadanie. Ale jakoś się udawało, więc działałem dość długo. Pamiętam szczególnie takie akcje ankieterów w Poznaniu. Mieliśmy przeprowadzić ankiety z respondentami w ściśle określonym wieku i z określoną sytuacja materialna. Przeprowadzałem. A potem otrzymywałem po sto złotych od sztuki. Skończyły się studia, zaczęło się normalne życie, więc i ankiety odeszły w niebyt. Ale milo wspominam ten czas. To były piękne i bogate dni. Dzisiaj również zarabiam na ankietach, ale w sieci. Zarabiam dużo mniej, ale lubię to robić, więc pracuje.